Zainwestuj w najważniejszy dzien swojego życia - i dołącz do nas!
Po co Szkoła Rodzenia?
Czy trzeba się uczyć, jak rodzić? I tak, i nie. U podstaw podejścia Szkoły Szczęśliwego Rodzenia leży głęboka wiara w to, że ciało każdej kobiety wie, jak rodzić, tak samo dobrze, jak ciało szympansicy czy niedźwiedzicy. Lecz w dzisiejszych czasach tę wiedzę trzeba z siebie wydobyć. Mnóstwo rzeczy może jej stać na drodze. Ty sama, zupełnie bezwiednie, możesz dawać swojemu ciału złe sygnały. Niektóre miejsca porodu mogą wpływać na Twoje ciało w sposób, który wywołuje niewłaściwe reakcje hormonalne. Porodowy "język" kobiecego ciała nie jest dla nas dziś jednoznaczny - dlatego dobre przygotowanie do porodu jest tak ważne. Przeczytaj poniższe przykłady - zmieniłam dane osobowe, ale są to prawdziwe historie.
Przypadek Anny:
Młoda, zdrowa, z pierwszym dzieckiem, bardzo chce rodzić naturalnie i specjalnie nie boi się porodu. Przyjęta do jednego z dobrych angielskich szpitali. Tymczasem po trzech dniach w klinice położniczej, trzech dniach bardzo męczacych i bolesnych skurczów, zupełnie wyczerpana tak fizycznie, jak i psychicznie i rozgoryczona, znajduje się na cesarskim cięciu. Annie na długo pozostał niesmak i poczucie klęski. Spotkaliśmy ją w ciąży z drugim dzieckiem, kiedy z wyboru zapisała sie na cesarskie cięcie, aby nie powtórzył się poprzedni koszmar.
A gdyby... gdyby Anna miała za sobą szkołę rodzenia, wiedziałaby w każdym momencie, co się z nią dzieje. Miałaby do swojej dyspozycji przeróżne techniki przyspieszenia akcji porodowej. Być może byłaby zdolna sama określić, co przeszkadzało jej urodzić (bo nie był to żaden problem medyczny!), a nawet za wczasu, jeszcze podczas kursu rodzenia, wyeliminować te przeszkody. Ponadto miałaby bardziej realistyczne podejscie do porodu i mogłaby adekwatnie ocenić własną sytuację i zdecydować się w odpowiednim czasie na zmianę planu porodu, nie dopuszczając do traumatycznego dla siebie rozwoju sytuacji.
Przypadek Emilii i Wojtka:
Wszystkie koleżanki Emilii rodziły razem z mężami, i dla Emilii i Wojtka nie ulegało wątpliwości, że będzie on przy narodzinach ich dziecka. Wojtek bardzo Emilię kocha i cieszył się, kiedy zaszła w ciążę. Ale na sali porodowej coś zaczęło się dziać dziwnie. Emilia myślała, że będzie dla niej tym samym silnym mężczyzną, jaki dawał jej oparcie w dniu codziennym. A Wojtek – chociaż czytał wcześniej, jak wygląda poród i myślał, że wie, czego się spodziewać – czuł się zupełnie nie na swoim miejscu. Poród trwał bardzo długo, trzeba było podać kroplówkę oksytocyny, a wtedy bóle Emilii stały się o wiele silniejsze. Wojtek czuł się jak piąte koło u wozu, a Emilia samotna i zawiedziona. Podświadomie wzajemnie się obwiniali za to, że nie dostąpili intymnego, głębokiego przeżycia, jakiego się spodziewali. Kiedy maluszek był już w domu, małżenstwo co chwilę sie kłócilo, a ochota na seks zupełnie minęła.
A gdyby... Gdyby Emilia i Wojtek uczęszczali razem do szkoły rodzenia, oboje mieliby szansę uzyskać wgląd w to, czego obiecują sobie po obecności Wojtka – i ewentualnie skorygować swoje oczekiwania. Ponadto Wojtek byłby uzbrojony nie tylko w rzetelną wiedzę o przebiegu porodu, ale, co ważniejsze, w konkretne techniki komunikacji z rodzącą kobietą (której umysł działa zupełnie inaczej pod wpływem hormonów porodowych). Ich decyzja o kształcie porodu nie byłaby podjęta na zasadzie “owczego pędu”, lecz w pełni świadomie.
